Moje dziecko ma autyzm Szanowni Państwo, możecie nam pomóc w nierównej walce z chorobą. Terapia naszego syna jest bardzo żmudna i kosztowna. Bardzo prosimy o pomoc. FUNDACJA DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ 01-685 Warszawa, ul. Łomiańska 5 nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 z dopiskiem: na leczenie i rehabilitację Juliusza Rosłaniec
czwartek, 08 października 2009
Sen

Od urodzenia Julka jego sen jest czynnikiem niepokojącym. Na początku Julek spał 24 godziny na dobę, tak że musiałam budzić go na jedzenie, a odłożony na chwilę do łóżeczka zasypiał w kilka minut bez protestu.

Potem jak głupia się cieszyłam, gdy w ciągu dnia zasypiał przy muzyce. I drzemka była solidna, bo trwała jakieś 3 godziny.

Stopniowo problemem stało się sypianie we własnym łóżeczku. Od 8 miesiąca życia Julek dużo chorował na zapalenie oskrzeli, tak więc wiele nocy spał w kołysce z moich nóg - jego głowę układałam na swoich unieśnionych kolanach, więc w razie napadu kaszlu szybko trzymałam dziecko w rękach. Niestety takie wspólne spanie stało się przyczynkiem do porzucenia łóżeczka.

Jednak wciąż Julek sypiał długo, aż do skończenia półtora roku, kiedy to wybudzał się w nocy z płaczem i przez długie minuty, a czasami godziny wrzeszczał, szarpał i szamotał się.

Przyzwyczaił się w ten sposób do tego, że musi być ktoś w nocy blisko. Już nie śpi z nami, ale ma współlokatora - starszego brata. Zadziwiło mnie bardzo to, jak brat wyjechał na kilka dni, a Julek przychodził do mnie w nocy, prowadził do swego pokoju, żebym położyła się obok niego i spokojnie zasypiał. Z naciskiem na spokojnie ;-)

Czasami kojarzy mi się to z depresją. Coś nowego, jakieś zmiany - typu: nowa niania, mama w szpitalu, nowe przedszkole i Julek zapada w sen w najbardziej zadziwiających okolicznościach. Tak też było we wrześniu. Po powrocie z przedszkola, czasami nawet nie był w stanie zjeść obiadu, a już spał. Z niepokojem patrzyłam co będzie w nocy, ale nie wybudzał się, nie szalał, nie biegał.

Teraz śpi już coraz mniej, wstaje coraz wcześniej. I jest coraz bardziej pobudzony, a nie ospały jak na początku września. Znaczy, przedszkole przeszło test - dziecko się przystosowało.


PS. Nie pierwszy raz piszę o spaniu i pewnie się powtarzam, ale jeszcze nie raz będę do tego wracać.

PS.2. Bardzp się cieszę, że wciąż zaglądacie do nas, mimo tak długotrwałego zaniedbania bloga.

piątek, 02 października 2009
Szczęśliwy

Odkąd wiem o chorobie Julka zastanawiam się co jest ważniejsze, żeby był zdrowy, ew. doprowadzony do jako takiej normy i nieszczęśliwy, czy szczęśliwy aczkolwiek żyjący w swoim świecie.

Z mężem zgodnie orzekliśmy, że lepiej to drugie. Jest tylko pewne ale... Kto mu będzie do końca życia buty zakładał, zmieniał pieluchy, podsuwał jedzenie pod nos?

Oczywiście bardziej lubiane jest dziecko sprawiające trudności, które od rana do wieczora ma uśmiech na ustach, od dziecka z takimi samymi trudnościami lecz ciągle płaczącego. Ale czy to wystarczy?


Od miesiąca Julek chodzi do zerówki przy szkole specjalnej. Przedszkole integracyjne było porażką. Julek się w nim nie odnalazł, przedszkole nie bardzo chciało by się w nim odnalazł. Nie ma żalu. Musieliśmy spróbować i takiej opcji. Na wnioski z nowego miejsca jeszcze za wcześnie.


PS. Mam nadzieję, że powrócę do regularnego pisania ;-)