Moje dziecko ma autyzm Szanowni Państwo, możecie nam pomóc w nierównej walce z chorobą. Terapia naszego syna jest bardzo żmudna i kosztowna. Bardzo prosimy o pomoc. FUNDACJA DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ 01-685 Warszawa, ul. Łomiańska 5 nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 z dopiskiem: na leczenie i rehabilitację Juliusza Rosłaniec
poniedziałek, 24 września 2007

To nie nocą, nie bladym świtem a razem z porannym słoneczkiem, wraz z pobudką Julka, który od razu jest na pełnych obrotach, dopada mnie strach.

Albo nawet coś więcej - przerażenie, zwątpienie, poczucie małości. Nie da się wygrać z tą chorobą. Autyzm odebrał mi moje ukochane dziecko, a w zamian mieszka ze mną chłopczyk, którego bawi moje zdenerwowanie, poczucie bezradności, mój płacz. I najgorsze jest to, że on wciąż rośnie, a niestety nie mądrzeje.

Jeszcze tak niedawno wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze. Byłam pełna optymistycznej wiary w cud.

Ale przecież w prawdziwym życiu cuda się nie zdarzają.

sobota, 22 września 2007
Małe kroczki

Jak dla mnie to ogromne kroki,  ale wiadomo osoby postronne nie zauważają różnicy.

Dzisiaj o mało nie popłakałam się z radości, gdy Julek wziął mnie za rękę i  zaprowadził do łazienki, a posadzony na toalecie zrobił siusiu. Julek ma trening czystości od jakichś 2 miesięcy, ale głównie w centrum. W domu wciąż chodzi w pieluchach, bo niestety nie jestem w stanie go wciąż kontrolować. Mam jeszcze drugie maleństwo pod opieką.

Poza tym w ciągu niecałych dwóch tygodni nauczył się reagować na słowo: STÓJ.

On chyba też zaczyna zauważać niebezpieczeństwo po tym jak wchodząc do pociągu nie trafił na stopień a w pustkę pomiędzy peronem a pociągiem. Teraz grzecznie stoi i czeka, aż wstawie wózek do wagonu, a potem wezmę go za rękę lub na ręce. I to nie tylko przy pociągu, ale też w wielu innych sytuacjach grzecznie stoi nawet nie trzymany za rękę.

Czasami myślę, że powinnam kupić mu szelki i pasek, którym mogłabym go przyczepić do siebie. Ale o smutkach innym razem.

środa, 12 września 2007
Znowu w Warszawie
Od wczoraj jesteśmy w Warszawie, a dzisiaj Juliś pierwszy dzień w centrum. Zobaczymy jak mu tam będzie. Niestety w domu powrócił do starych nawyków, a krzyki jeszcze bardziej się nasiliły. Mam nadzieję, że teraz Panie podejmą intensywną pracę nad likwidacją tego zachowania trudnego. No i jeszcze nadzieja w homeoptii, bo już chwilami nie wyrabiam z nim.
czwartek, 06 września 2007
Marzenia
Tak mnie ostatnio naszło.
Chyba to przez nadchodzącą jesień.
W zeszłym tygodniu podczas ostatniego spaceru nad Wigrami przechodziłam ze swoimi dziećmi obok restauracji z ogródkiem.
Oczywiście Julka musiałam trzymać cały czas za rękę, a drugą popychałam wózek z Judytą.
I zzazdrością spojrzałam na parę z 5-6 letnią dziewczynką.
Podczas gdy rodzice spokojnie dopijali poranną kawę przeglądając przy tym gazetki, dziewczynka bawiła się pomiędzy stolikami.
Ja niestety kawę muszę pić w pośpiechu odganiając się przy tym od dziecka, które by najchętniej samo ową kawę wypiło. Nie mogę też zjeść spokojnie posiłku, gdy on jest obok. A wejście do restauracji jest niemal niemożliwe. Chociaż nie, zdaża nam się jeść w restauracji, ale wtedy jedno z nas spaceruje z wyrywającym się głodomorem, podczas gdy drugie zamawia jedzenie i czeka na jego przygotowanie. A potem w pośpiechu jemy, bo oczywiście szybko trzeba wyjść, jak tylko dzieciątko zaspokoi swój apetyt.
I tak obserwując tych ludzi zamarzyło mi się, by będąc gdzieś na wakacjach móc spokojnie wypić kawę w restauracji i być spokojnym, że nasz synuś z innej bajki bawi się spokojnie obok.
A dzisiaj korzystaliśmy z pięknego słońca i wybraliśmy się do parku.
O kurcze, czemuż ja nie mogę usiąść na ławeczce i wyciągnąć robótki, podczas gdy moje dziecko bawi się w pobliżu?
O tak, rozmarzyłam się. Zachciało mi się ... normalności.