Moje dziecko ma autyzm Szanowni Państwo, możecie nam pomóc w nierównej walce z chorobą. Terapia naszego syna jest bardzo żmudna i kosztowna. Bardzo prosimy o pomoc. FUNDACJA DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ 01-685 Warszawa, ul. Łomiańska 5 nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 z dopiskiem: na leczenie i rehabilitację Juliusza Rosłaniec
poniedziałek, 28 maja 2007
Hip Hip Huraaaaaaaaa
Jak nie piszę, to  nie piszę, a jak już zacznę, to 3 wpis w dniu dzisiejszym.
Ale muszę, koniecznie muszę to napisać.
Juliś głaskał konika, przytulał się do niego. Co więcej - Julek siedział sam na koniu, ba nawet jechał na koniu przytrzymywany z jednej strony przez terapeutę, a z drugiej przeze mnie.
Następnym razem biorę aparat i robimy zdjęcia.
Ranny ptaszek
Dzisiaj o 5 rano oboje z mężem wyskoczyliśmy z łóżka jak oparzeni. Dokładnie to mój mąż zareagował pierwszy.
Leci woda. Drzwi do łazienki otwarte szeroko, a w wannie w piżamie Julek bierze sobie kąpiel.
Zwykle łazienka jest zamknięta, a tym razem ktoś zapomniał zamknąć.
A nawet jeśli nie  jest zamknięta, to Julka interesują conajwyżej szczoteczki do zębów.
Myślałam, że pomysł z włażeniem do wanny dawno już wywietrzał Julkowi z głowy , ale niestety się pomyliłam.
Chyba to dlatego, że wczoraj szybko wyciągnęłam go z kąpieli.
Umyłam mu głowę, co robię rzadko, gdyż zwykle strasznie się wzbrania. I oczywiście tym razem też nie obyło się bez protestów i niestety stało się coś gorszego niż zwyczajowe wrzaski. Juliś zaczął płakać krokodylimi łzami i położył się spać bardzo nieszczęśliwy.

Niestety to nie pierwszy tak wczesny poranek. Ostatnio wstaje około 4.30, bo jest już widno i nie może spać, pomimo zasłoniętych okien.
Jakiś czas temu przesunęłam moment pójścia spać z 20.00 na 21.30, ale niestety na niewiele to się zdało. No, może nie całkiem, przynajmniej nie budzi się o 1 czy 2. Przesypia aż do 4 - 5.
Spotkanie w plenerze
Nasze stowarzyszenie jest bardzo małe - liczy 15 członków i pod opieką jest kilkanaścioro dzieci. W sobotę urządziliśmy sobie plenerowe spotkanko - ognisko połączone z hipoterapią.
Ośrodek do którego zaczęłam jeździć z małym zdobył dofinansowanie z NFZ   i teraz poszukuje klientów, więc na ich terenie odbyło się nasze ognisko,  a dzieciaki i dorośli (m.in. ja) mieli okazję posiedzieć trochę na końskim grzbiecie. Taka jazda próbna. Teraz rodzice będą myśleć, czy chce im się przyjeżdżać z dziećmi na konie czy też nie.
Ogólnie miło się bawiliśmy, porozmawialiśmy sobie w luźnej atmosferze przy kiełbaskach i napojach.
Chyba warto będzie powtórzyć.
środa, 23 maja 2007
Czyżby pierwsze efekty spotkania z koniem?
Julek jest dzieckiem, który na widok zwierzęcia czym prędzej ucieka, zmienia kierunek, a jeśli to nie możliwe to przynajmniej zaciska powieki i odwraca głowę w przeciwnym kierunku, nierzadko jeszcze kuląc się i ochraniając głowę rękoma.
I to dziecko próbowało wczoraj pocałować kota.   Próba nieudana, bo kot zwiał. Tym razem on wystraszył się dziecka, a nie dziecko go.
A dzisiaj o mało co nie popłakałam się z wrażenia, gdy Julek zaczął tańczyć.
Nie chodzi o taki  taniec samodzielny. Bardzo często wygląda jakby tańczył, kiedy kręci się wokół własnej osi. Tańczył do piosenki, którą mu śpiewałam. Do tej pory wyglądało to tak, że ja trzymałam go za ręce i ruszałam jego rękoma i prowadziłam go, a on pociągał nogami. Dzisiaj zaczął poruszać w rytm nogami, kołysał się, przestępował  z nogi na nogę.
Mam nadzieję, że nie skończy się na jednym razie.
wtorek, 22 maja 2007
Julek i koń.
Dzisiaj spędziliśmy owocne pół godziny na hipoterapii. Początkowy mały nie chciał nawet zbliżyć się do konia. Odwracał głowę i krzyczał. Karmiliśmy konie chlebem - tzn. my rodzice trzymając Julka na rękach.
Następnie Julek wskoczył na kark... tacie, a mama (czyli ja) wsiadła na konia. Też po raz pierwszy w życiu.
Dziecko niby nie patrzyło, a jednak cały czas patrzyło na nas spod przymkniętych powiek.
Podchodziliśmy do Julka, nieschodząc z konia witałam się z tatą a nawet z Julkiem. Nawet na chwile wzięłam go na ręce.
Potem tata wsiadł na konia i w pewnej chwili Julek wylądował na rękach u taty, a nawet przez chwili siedział na końskim grzbiecie.
Na zakończenie jeszcze bawiliśmy się podając sobie zabawki nad grzbietem zwierzaka.
Po 30 minutach Julek pomachał pa pa i czmychnął do samochodu.
Wcale nie wyglądał na nieszczęśliwego czy też wystraszonego.
Terapeuta był zadowolony z Julka, twierdzi, że mały już wkrótce będzie siedział sam na koniku.
A ja oczywiście mam nadzieję, że nie przedobrzyliśmy i że następny raz będzie równie udany.
środa, 09 maja 2007
Zacięliśmy się na literce H
Wczoraj była hipoterapia, a dziś histeria.
Mały wyje, krztusi się, zalewa krokodylimi łzami, bo starszy brat nie pozwolił mu wziąć swojej książki do angielskiego.
Julek ostatnio zapałał miłością do książek, a szczególnie do podręczników z języków obcych. Niestety czyta bardzo skutecznie. Z książki zwykle zostają tylko strzępy.
Przytulanie nic nie daje, żadne słowa nie docierają, zabawianie też nie.
Próbuję nie zwracać uwagi, ale jak to zrobić, gdy dziecko uwiesza się na mnie z całym repertuarem trudnych zachowań.
Przy najbliższych konsultacjach muszę porozmawiać z terapeutką od ABA.
wtorek, 08 maja 2007
Hipoterapia
Napaliłam się na hipoterapię dla młodego.
Pomimo brzydkiej pogody pojechaliśmy z młodym do ośrodka z hipoterapią.
Prezes dzwoniła do mnie i zachęcał, bo mają dofinansowanie i zajęcia z koniem wychodzą relatywnie tanio, więc warto.
Cóż z tego, skoro mały nawet na konia nie chce spojrzeć, zamyka oczy, zakrywa buźkę rękoma i ogólnie nastawiony jest na ucieczkę.
Mimo to będziemy ponawiać próby zaprzyjaźnienia dziecka z koniem.
A zacznie się od wsadzenia na konia mamy, czyli mnie.
Tak w ogóle to Julek coraz lękliwszy się robi i wychodzenie z nim gdziekolwiek staje się coraz trudniejsze. No i biedaczek strasznie się przy tym męczy.
Zastanawiam co jest lepsze - nie dopuszczać go do konfrontacji ze strachami czy wręcz przeciwnie - szukać jak najwięcej okazji, tak aby się przyzwyczaił, oswoił. Tylko czy można się przyzwyczaić, oswoić.
Czy on może się czuje jak osoba z klaustrofobią zatrzaśnięta w windzie?
I z czego głupia się cieszysz.
Zadzwoniła do mnie dzisiaj jedna pani ze stworzyszenia, że nie weźmie udziału w szkoleniu, bo po prostu za drogo.
Nie szkodzi, że koszty były znane od dawna, że zdobyłam dofinansowanie, aby było bardziej przystępne.
To już 3 osoba, która zadzwoniła do mnie z radosną nowiną.
Została grupa 6 osobowa.
Dla tylu osób nikt nie będzie jechał przez pół kraju na to zadupie.
Aż się poryczałam ze złości.
I znowu cały dzień zmarnowany.
Najlepiej, żeby wszystko było za darmo.
Moja praca też jest darmowa.