Moje dziecko ma autyzm Szanowni Państwo, możecie nam pomóc w nierównej walce z chorobą. Terapia naszego syna jest bardzo żmudna i kosztowna. Bardzo prosimy o pomoc. FUNDACJA DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ 01-685 Warszawa, ul. Łomiańska 5 nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 z dopiskiem: na leczenie i rehabilitację Juliusza Rosłaniec
piątek, 28 grudnia 2007
Urodziny
Kilka dni temu Julek stracił pierwszy mleczny ząb.
A dzisiaj skończył 5 lat.
I jadł zwykły, tradycyjny tort, a teraz gania na wysokości lamperii.
środa, 12 grudnia 2007
20.15
O tej godzinie Julek już dzisiaj spał.
I nie był zbyt wymęczony, bo to nie my jeździliśmy na zajęcia, a zajęcia (tzn.terapeutka) przyjechały do nas i to tylko na 5 godzin, a nie jak zwykle na 7,5.
To efekt nocnych zabaw mojego syna.
Ciekawe co dzisiaj wymyśli.
A mnie niedługo też zdiagnozują poważne zaburzenia, gdy zobaczy ktoś jak walę głową w ścianę. Tzn. póki co walę głową w tapczan, ale mogę kiedyś trafić w ścianę.
W środku nocy budzi się we mnie oczywiście pragnienie uciszenia dzieciaka niemal za wszelką cenę, a ponieważ moja perswazja nie przynosi rezultatów nie pozostaje mi nic innego jak wyładować złość na kanapie.
I jestem na siebie zła, że mam taką paskudną naturę, że jestem po prostu złym człowiekiem, bo dziecko doprowadza mnie do furii i to na dodatek dziecko chore.
wtorek, 11 grudnia 2007
Miniony tydzień

To był wyjątkowy tydzień.

Wyjątkowy, bo była u nas babcia.

Babcia zajmowała się Julkiem przez cały poniedziałek, ponieważ ja z mężem i małą musieliśmy jechać do B. na kontrolę lekarską.

I okazało się, że Julke z babcią był bardzo grzeczny. I w czasie półgodzinnego czekania na autobus i całej drogi autobusami i tramwajem nie płakał, nie krzyczał, tylko trochę się kręcił i stukał nóżkami w krzesełka. Ale jak na Julka, to super grzecznie.

Zapłakał dopier, gdy doszli do ośrodka. I to dało mi troszeczkę do myślenie. Może Julek wcale nie jest szczęśliwy i wcale nie lubi ośrodka. A może po prostu nie sądził, że babcia zabierze go w to miejsce.

We wtorek już ja woziłam Julka, ale bez małej i znowu Julek był grzeczny. Hmmmm.

W środę wybraliśmy się wszyscy: babcia, Julek, mała i ja. I dopiero Julek pokazał co potrafi - pokazał babci, bo ja to znam bardzo dobrze. Czyli znowu były płacze, krzyki, nawet wkładanie rąk do buzi w celu prowokowania wymiotów. I na nic się nie zdały zabiegi babci, Julek za każdym razem wyraźnie przychodził mnie i małą poinformować o swoich żalach.

I tu nasunął się wniosek, że on po prostu zazdrosny jest o małą. A ja robiłam dochodzenie i łamałam sobie głowę, że męcze dziecko, że jest nastawione na różne nieprzyjemne bodźce, kiedy to najbardziej nieprzyjemnym bodźcem okazała się obecność siostry, bo odwraca uwagę od niego.

Zaś w piątek zafundowałam synkowi wycieczkę do Bydgoszczy do lekarza homeopaty. W drodzę do Bydgoszczy był grzeczny, u lekarza dość spokojny, tzn. nie płakał, nie krzyczał, ale gabinet lekarski zwiedził bardzo dokładnie łącznie z zawartością szaf i szafeczek. A wszystko co robił miało na celu zwrócenie na siebie uwagi - za każdym niemal razem patrzył na mnie i czekał na moją reakcję.  Z tym, że pan dr to uosobienie cierpliwości i dobroci. Cały czas rozmawiał ze mną, obserwował Julka i notował.

Hm, tylko teraz problem z zakupem leków - oczywiście problem finansowy.

Droga powrotna nie była już tak przyjemna - jednak czym więcej ludzi, tym gorzej dla Julka, a już w autobusie z Warszawy Wileńskiej, na ostatnim etapie podróży dostał ataku śmiechu i krzyku, tak że musieliśmy wysiąść wcześniej i szliśmy spory kawałek zanim Julek się uspokoił. Nawet nie zauważył, że zjadłam w drodze jego banany. W domu też nie od razu mu przeszło i pomimo iż wstał o 5 rano, a w podróży nawet się nie zdrzemnął, to zasnął dopiero ok. 21 i to dopiero gdy niemal siłą go unieruchomiłam w łóżku i sama zasnęłam przy nim.

Już od jakiegoś czasu podejrzewałam, że te śmiechawki to oznaka skrajnego zmęczenia.

W sobotę przyjechał ukochany dziadek Julka, ale już w niedzielę dziadek i babcia pojechali do siebie. Gdy drzwi zamknęły się za nimi Julek rzucił się z płaczem na poduszkę i wbił w nią ze złości zęby. W końcu jakaś normalna reakcja.


PS. Julek w minionym tygodniu użył nowego słowa - CICHO. Jest to słowo, które z pewnością słyszy najczęściej i stąd jednego dnia 2 razy je powtórzył, ale niestety ja tego nie słyszałam.
Poza tym, gdy w środę wracaliśmy do domu, zaszliśmy razem do Rossmana i przy półce z produktami dla dzieci Juliś powiedział: PICIE - dość cicho i niewyraźnie, ale powiedział. Mały cwaniak pamięta, że zwykle kupuję tam soczki Gerber i jeśli jest grzeczny to dostaje jeden do wypicia na miejscu.
niedziela, 09 grudnia 2007
Petycja

Moja przyjaciółka ma synka chorego na fenyloketonurię. Jego prawidłowy rozwój fizyczny i psychiczny zależy od specjalistycznej diety, w której puszka mlekozastępczego preparatu kosztuje 60 zł.

Bardzo proszę podpiszcie petycję z prośbą o dofinansowanie takiej żywności.

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=2787

Dziękuję

11:06, makneta
Link Komentarze (2) »
sobota, 01 grudnia 2007
Zła, wstrętna matka

Tak to ja. Tylko złe, wstrętne, wyrodne matki takie jak ja fundują dzieciom za ciężkie pieniądze terapie dyrektywne.

NO i nie widzę jak strasznie moje dziecko cierpi. On cierpi, a ja mu każe być grzecznym.

Okropność!!!!!!!!