Moje dziecko ma autyzm Szanowni Państwo, możecie nam pomóc w nierównej walce z chorobą. Terapia naszego syna jest bardzo żmudna i kosztowna. Bardzo prosimy o pomoc. FUNDACJA DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ 01-685 Warszawa, ul. Łomiańska 5 nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 z dopiskiem: na leczenie i rehabilitację Juliusza Rosłaniec
środa, 27 lutego 2008
Może pomóc?

Matka autystyka to też człowiek, ba to też kobieta i czasami potrzebuje coś sobie kupić. Ponieważ do odjazdu pociągu mieliśmy jeszcze ponad 20 minut postanowiłam wstąpić do Rossmanna, aby sobie nabyć jakiś specyfik do włosów. W jednej ręce trzymałam produkt, żeby przeczytać instrukcję użytkowania, a w drugiej obie ręce Julka, żeby nie zrzucał produktów z półek. Coż ograniczone miał tylko ręce, nikt mu nie zakneblował buzi, więc z nudów chłopczyk mój zaczął głośno śmiać się i krzyczeć.

W pewniej chwili dobiegają do mnie słowa: Może pomóc? Czy to dziecko dobrze się czuje? W pierwszej chwili nie zajarzyłam, że to do mnie. Gdy podniosłam głowę znad etykietki jakaś dojrzała pani przechodząca w pewnej odległości dodała: Ja tylko tak się pytam? I poszła.

Żałuję bardzo że nie zdążyłam jej odpowiedzieć.

Chciałam jej powiedzieć, że owszem, jeśli tak bardzo chce pomóc to oczekuję od niej cudu, bo dziecko może i wygląda na zdrowe, ale nie jest. I że nie mam zamiaru, ani przypinać mu kartki z nazwą choroby, ani tym bardziej rezygnować ze wszystkiego i ukrywać dziecko przed światem, żeby przypadkiem komuś moje dziecko nie przeszkadzało.

Oczywiście o  żadnych zakupach nie było już mowy. Jakoś jeszcze się nie przyzwyczaiłam do tego, że gdziekolwiek pójdziemy wzbudzamy sensację jako patologiczna matka i jej potworny syn.

A taki dobry dzień dzisiaj miałam. Byłyśmy z Córeczką w kinie i poznałyśmy dwie inne mamy ze maluchami w  wieku Judytki.

wtorek, 26 lutego 2008
Sztuka dzielenia się

Wracaliśmy wieczorem z zajęć.

Staliśmy w pociągu, a Julek jadł swój chlebek.

W pewnej chwili wyciągnął do mnie rękę z waflem ryżowym

i usłyszałam: JE

Jak dziecko tak pięknie zaprasza i dzieli się swoim jedzeniem to grzech nie skorzystać.

poniedziałek, 25 lutego 2008
Zniechęcona jestem...

Ostatnio bohater tego bloga daje mi nieźle popalić.

Nerwy, gdzie są moje nerwy?

Próbuję brać go na spokój i nie reagować. Niestety to nie leży w mojej naturze. I co chwila burza w mnie, burza z piorunami wokół mnie.

Robię się coraz bardziej irracjonalna.

Jestem zniechęcona miernymi postępami syna i zaczynam wymagać od niego rzeczy, o których wiem, że i tak nie potrafi zrobić.

Wrrrrrrrr.....

Mam nadzieję, że wkrótce przyjdzie wiosna i znajdę nowe siły w sobie i nie pozwolę odejść mojej nadziei, bo niestety czarne myśli opadają mnie coraz częściej.

Wiosny, słońca nam trzeba.

niedziela, 17 lutego 2008
W skrócie
W Warszawie jesteśmy już od dwóch tygodni z tego od tygodnia Julek jest chory. Bierze duże dawki homeopotów i można by rzec, że jest już prawie zdrowy, ale kaszelek wciąż jest. Na zajęciach jest różnie. Oczywiście na początku były ochy i achy nad tym jak bardzo wyrósł i przybrał na wadze. To prawda, duży chłopak już z niego. Pierwsze dni były dla niego dość trudne, ale jest już coraz lepiej. W marcu zapowiadają się zmiany i ja mam być włączona do terapii, bo do tej pory to co potrafił w ośrodku, w domu znikało zupełnie. Pewnie dlatego, że nie umiałam wykorzystać jego umiejętności.